Izraelskie wojsko ogłosiło we wtorek rozmieszczenie dwóch batalionów w celu ochrony bazy wojskowej w środkowym Izraelu przed atakami cywilów, w obliczu narastającego wewnętrznego konfliktu związanego z decyzją wojska o zatrzymaniu dziewięciu żołnierzy podejrzanych o znęcanie się nad palestyńskim więźniem.
Posunięcie to nastąpiło po poniedziałkowych zamieszkach w bazie, a także w drugim kompleksie wojskowym, gdzie prawicowi demonstranci wtargnęli do środka, aby zaprotestować przeciwko aresztowaniom. Przewiduje się dodatkowe zamieszki, ponieważ we wtorek sąd wojskowy ma zdecydować, czy przedłużyć aresztowanie żołnierzy.
Decyzja o rozmieszczeniu żołnierzy w Izraelu budzi obawy o zdolność wojska do jednoczesnego zarządzania konfliktami w Strefie Gazy i Libanie, gdzie napięcia transgraniczne nasiliły się po śmiertelnym ataku rakietowym z Libanu, w którym zginęło 12 dzieci i nastolatków w kontrolowanym przez Izrael mieście. Sytuacja ta podkreśla głębokie podziały wśród Izraelczyków, w tym w wojsku, dotyczące traktowania i karania Palestyńczyków oskarżonych o udział w atakach 7 października pod przywództwem Hamasu i późniejszej wojnie lądowej w Strefie Gazy.
Konflikt podkreśla również szerszą debatę w Izraelu na temat przyszłości i charakteru jego demokracji, w szczególności roli sądownictwa i innych instytucji nadzorujących.
Od początku wojny izraelskie wojsko zatrzymało co najmniej 4000 Gazańczyków, głównie z Gazy, przywożąc ich na przesłuchania do Sde Teiman, bazy wojskowej w południowym Izraelu. Ponad 1000 z nich zostało później uznanych za cywilów i odesłanych do Strefy Gazy, podczas gdy inni pozostają zatrzymani pod zarzutem powiązań z Hamasem i jego brygadą komandosów Nukhba.
Byli więźniowie i niektórzy izraelscy żołnierze zarzucają rutynowe znęcanie się nad Gazańczykami przetrzymywanymi w Sde Teiman, a co najmniej 35 zatrzymanych zmarło w tym miejscu lub wkrótce po jego opuszczeniu.
W obliczu międzynarodowej kontroli nad postępowaniem Izraela w czasie wojny, niektórzy Izraelczycy wezwali do poprawy sytuacji w bazie, co doprowadziło grupy praw człowieka do złożenia petycji do Sądu Najwyższego o jej zamknięcie. Prokuratorzy wojskowi stali się również bardziej proaktywni w badaniu zarzutów o nadużycia. Jednak wielu Izraelczyków sprzeciwia się tej kontroli, uważając, że żołnierze nie powinni być karani za traktowanie więźniów podejrzanych o popełnienie okrucieństw podczas ataków z 7 października, w których zginęło około 1200 osób.
Napięcie wzrosło w poniedziałek, gdy żandarmeria wojskowa zatrzymała dziewięciu żołnierzy w Sde Teiman pod zarzutem znęcania się nad palestyńskim więźniem i przeniosła ich do Beit Lid, drugiej bazy wojskowej.
Profesor Yoel Donchin, lekarz wojskowy w szpitalu polowym w Sde Teiman, powiedział, że zatrzymany Palestyńczyk został przywieziony do szpitala trzy tygodnie wcześniej z oznakami znęcania się. Zatrzymany został wysłany na leczenie do większego szpitala cywilnego, a żandarmeria wojskowa została poinformowana o potencjalnym złym traktowaniu.
Podczas gdy wojsko nie podało szczegółów dotyczących zarzutów znęcania się, Nati Rom, prawnik reprezentujący trzech żołnierzy z prawicowej grupy pomocy prawnej Honenu, stwierdził, że byli oni przesłuchiwani pod zarzutem poważnego wykorzystywania seksualnego. Izraelskie media donoszą, że więzień został hospitalizowany z poważnymi obrażeniami, ale twierdzenie to nie zostało potwierdzone przez profesora ani wojsko.
Aresztowania skłoniły prawicowych protestujących, wspieranych przez co najmniej trzech ustawodawców z koalicji premiera Benjamina Netanjahu, do zebrania się przed bazą, a niektórzy z nich wdarli się do środka. Inni włamali się później do bazy Beit Lid.
Zamieszki zaniepokoiły polityków wyższego szczebla, którzy ostrzegli, że działania protestujących i wsparcie ze strony części rządzącej koalicji zagrażają praworządności i jedności narodowej.
„Czy chcemy tu państwa, czy bojówek, które robią, co chcą?” – napisał w mediach społecznościowych były premier Naftali Bennett, wzywając do spokoju i podkreślając potrzebę „zapobieżenia rozpadowi państwa Izrael”. Opisał zamieszki jako „największy prezent” dla wrogów Izraela.
Jednak kilku ministrów i prawicowych prawodawców wyraziło poparcie dla protestujących, sugerując, że potrzeba ukarania Hamasu przeważa nad obowiązkiem pociągnięcia wojska do odpowiedzialności.