Prezydent Meksyku Andres Manuel Lopez Obrador skrytykował YouTube po decyzji firmy technologicznej o usunięciu filmu, w którym prezydent nieumyślnie ujawnił podczas konferencji prasowej prywatny numer telefonu szefa meksykańskiego biura New York Timesa. Platforma jako podstawę usunięcia filmu podała naruszenia swoich zasad dotyczących molestowania i cyberprzemocy, a następnie ponownie opublikowała zredagowaną wersję niezawierającą prywatnych informacji dziennikarza.
Wyrażając pogardę dla tego, co uważał za cenzurę, Lopez Obrador oskarżył YouTube o przyjęcie apodyktycznego i autorytarnego stanowiska. Jego krytyce towarzyszył symboliczny obraz Statuy Wolności, którą przedstawił jako „pusty symbol” w świetle działań platformy. Pomimo głośnej dezaprobaty prezydenta YouTube nie odpowiedział jeszcze na zapytania dotyczące tego incydentu.
Kontrowersje rozwinęły się podczas konferencji prasowej, podczas której Lopez Obrador przeczytał na głos list „New York Timesa” z prośbą o komentarz w sprawie zbliżającej się historii dotyczącej odłożonego na półkę śledztwa rządu USA w sprawie zarzutów o zmowę między sojusznikami prezydenta a kartelami narkotykowymi. Prezydent nieumyślnym posunięciem ujawnił numer telefonu szefa biura „Los Angeles Times”, co wywołało kontrolę i potępienie ze strony różnych stron.
„The New York Times” szybko potępił działania prezydenta, określając je jako „niepokojące i niedopuszczalne”, szczególnie w kraju takim jak Meksyk, gdzie dziennikarze narażeni są na znaczne ryzyko, często spotykając się z przemocą i zastraszaniem podczas relacjonowania działalności przestępczej i korupcji. Ujawnienie prywatnego numeru telefonu dziennikarza w tak niebezpiecznym środowisku budzi poważne obawy o wolność i bezpieczeństwo prasy.
Po tym incydencie meksykański organ ds. wolności informacji INAI wszczął dochodzenie w sprawie ujawnienia przez prezydenta numeru dziennikarza, sygnalizując potencjalne ryzyko naruszenia prywatności. Pomimo zapewnień Lopeza Obradora o niewinności, konsekwencje jego działań odbiły się szerokim echem, co skłoniło do dalszej analizy sposobu, w jaki jego administracja podchodzi do wolności prasy i odpowiedzialności.
Skutki kontrowersji rozprzestrzeniły się na media społecznościowe, gdzie użytkownicy udostępniali prywatne numery znanych osobistości, w tym jednego z synów Lopeza Obradora i kandydatów na nadchodzący wyścig prezydencki. Pomimo zalewu wiadomości rywalizująca kandydatka Xochitl Galvez pozostała niezłomna i nie zgodziła się na zmianę numeru.
Incydent zbiegł się z publikacją artykułu w New York Times, w którym szczegółowo opisano odłożone na półkę amerykańskie śledztwo w sprawie rzekomej zmowy między kartelami narkotykowymi a współpracownikami Lopeza Obradora, co jeszcze bardziej skomplikowało krajobraz polityczny. Pomimo stanowczych zaprzeczeń prezydenta utrzymują się obawy o bezpieczeństwo mediów i wolność prasy, co uwydatnia wyzwania stojące przed dziennikarzami działającymi w Meksyku.
W miarę kontynuacji prezydentury Lopeza Obradora incydent ten wyraźnie przypomina o delikatnej równowadze między wolnością prasy a odpowiedzialnością rządu, a organizacje międzynarodowe, takie jak Artykuł 19, dokumentują ciągłe zagrożenia dla dziennikarzy i pracowników mediów w Meksyku.