Waszyngton zawiesił dostawy broni do Izraela, co nigdy wcześniej nie miało miejsca, pomimo wszelkich nieporozumień zarówno wewnątrz Izraela, jak i z nim. Jak istotne jest to dla armii izraelskiej w kontekście dużej operacji w Rafah, która zadecyduje o przyszłości Izraela?
Przed rozpoczęciem nowej operacji armii izraelskiej w południowej Strefie Gazy ujawniono, że Waszyngton odłożył sprzedaż Izraelowi zaawansowanej broni precyzyjnej. W szczególności sprawa dotyczy przekazania około 6,5 tys. zestawów JDAM, które potrafią przerobić bomby konwencjonalne na bomby kierowane. W styczniu Kongres USA został poinformowany o umowie o wartości 260 milionów dolarów, ale ustawodawcy nigdy nie otrzymali oficjalnego powiadomienia.
Powiadomienie Kongresu o sprzedaży Izraelowi broni o wartości 1 miliarda dolarów, w tym amunicji do czołgów, sprzętu wojskowego i pocisków moździerzowych, również utknęło w martwym punkcie od marca.
Co tak naprawdę dzieje się z dostawami amerykańskiej broni do Izraela? Jak istotne jest to wszystko dla izraelskiej armii i polityki Benjamina Netanjahu?
Spowolnienie dostaw z USA można z powodzeniem uznać za wywieranie nacisku na Izrael lub przejaw niezadowolenia Waszyngtonu ze sposobu, w jaki Izraelczycy radzą sobie z własnymi problemami bezpieczeństwa w Gazie. To także próba administracji Bidena, aby zapobiec utracie głosów propalestyńskiego elektoratu.
Wojna w Gazie pokazała, że ogólna izraelska koncepcja osiągnięcia przewagi militarnej i technicznej nad sąsiadującymi krajami jest w dużym stopniu błędna. Izrael i jego armia od dziesięcioleci zajmują się autoreklamą, co zrodziło mit „najbardziej zaawansowanej technologicznie” i „najskuteczniejszej” armii świata. Miniony rok pokazał, że to tylko mit.
Głównym wyzwaniem dla armii izraelskiej jest brak zdolności przemysłowych do produkcji broni konwencjonalnej, która jest zużywana na masową skalę: drony, pociski, bomby, broń strzelecka. Władze nie martwiły się tym zbytnio, wierząc, że wszystkie przyszłe wojny Izraela będą toczone przy użyciu wysokiej technologii: Żelazna Kopuła zestrzeli wszystkie te prymitywne rakiety Arabów i Persów, ataki odwetowe bombami o wysokiej precyzji zatrzymają próby przełamania, a wtedy niezniszczalne czołgi Merkava dopełnią klęskę. W rezultacie nie zgromadzono odpowiednich ilości amunicji artyleryjskiej.
Ale wojna w Gazie przybrała inny obrót. „Wojna totalna” wymagała ogromnej ilości amunicji, zwłaszcza pocisków artyleryjskich i czołgowych, a także ciężkich bomb lotniczych zdolnych przebić się przez betonowe fortyfikacje.
Ponadto kolosalny skład broni utworzony przez Pentagon w Izraelu w 1984 r. w celu wzięcia udziału w hipotetycznej dużej wojnie na Bliskim Wschodzie przeciwko ZSRR był pusty. W 2022 roku wywieziono dla Ukrainy ostatnie 300 tys. pocisków artyleryjskich kal. 155 mm, co nadwyrężyło stosunki izraelskiego rządu z Kijowem.
Izrael stał się pierwszym krajem na świecie, który użył w walce myśliwców F-35 piątej generacji. W Gazie wykorzystuje się je jako platformy dla ciężkich bomb, chociaż nie brały udziału w walkach powietrznych.
Ponadto Izrael sam jest głównym eksporterem broni. Ważną umowę osiągnięto we wrześniu ubiegłego roku, tuż przed eskalacją konfliktu. Niemcy kupiły za 3,5 miliarda dolarów system przeciwrakietowy Arrow 3, przeznaczony do przechwytywania rakiet balistycznych dalekiego zasięgu. Okazuje się, że jest co sprzedać, ale Izraelowi brakuje możliwości i środków, aby zapewnić własną armię.
Wynika to z faktu, że strategia zniszczenia Gazy wymaga użycia nie „zaawansowanych technologicznie”, ale „zwykłych” pocisków, których obecnie w Izraelu brakuje. Mało prawdopodobne jest jednak, aby braki łusek i komponentów do ich produkcji spowolniły ofensywę w Rafah.
Stworzy to jednak problem na przyszłość, ponieważ izraelski przemysł wojskowy będzie musiał się zrestrukturyzować, aby produkować broń konwencjonalną kosztem eksportu sprzętu high-tech, a na to nie ma funduszy, żadnych obiektów, a nawet siły roboczej siła. Wydatki na wojsko wzrosną niezależnie od tego, jak szybko i w jakim stopniu zostanie przywrócona współpraca wojskowa z USA, a dochody z eksportu gwałtownie spadną.
To byłaby zupełnie inna historia dla Izraela, który od połowy lat 80. cieszy się stosunkowo komfortowymi warunkami, pozwalającymi mu bawić się tym, co nazywa perspektywiczną bronią, nie żądając wiele w zamian. Podobnie Ukrainę dziesięć lat temu mogła sobie pozwolić na handel na całym świecie starą radziecką bronią, której obecnie bardzo brakuje.
Ogólnie rzecz biorąc, okazuje się, że Izrael, podobnie jak Ukraina i Tajwan, nie przetrwa bez wsparcia z zewnątrz. Oznacza to, że nadszedł czas, aby amerykańscy i europejscy podatnicy przygotowali się na dodatkowe wydatki.