Rząd Iraku opóźnił swój plan zamknięcia obozów w północnym regionie kurdyjskim, w których przebywają tysiące Jazydów i innych osób wysiedlonych przez ISIS dziesięć lat temu, poinformowali we wtorek urzędnicy.
Początkowo Bagdad wyznaczył termin zamknięcia tych obozów na 30 lipca, oferując płatności w wysokości 4 milionów dinarów (około 3000 USD), aby zachęcić mieszkańców do ich opuszczenia. Jednak władze kurdyjskie sprzeciwiły się temu zarządzeniu, argumentując, że obszary, z których uciekli przesiedleńcy, zwłaszcza Sindżar, nadal nie są bezpieczne ani odpowiednie do ich powrotu.
Kurdyjski urzędnik potwierdził, że osiągnięto porozumienie z biurem premiera Iraku Mohammeda Shia al-Sudaniego w sprawie odroczenia zamknięcia do końca roku. Biuro premiera nie wydało żadnych publicznych oświadczeń dotyczących tej decyzji, ale urzędnik rządowy w Bagdadzie potwierdził odroczenie.
„Utworzono komisję z rządu centralnego, rządu regionalnego i organizacji międzynarodowych w celu oceny sytuacji i zapewnienia odpowiednich warunków do powrotu przesiedleńców” – powiedział urzędnik. „Powrót będzie dobrowolny, a nie przymusowy”.
Obaj urzędnicy poprosili o anonimowość, ponieważ nie byli upoważnieni do publicznego wypowiadania się w tej sprawie.
Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji (IOM) poinformowała, że do kwietnia powróciło tylko 43 procent z ponad 300 000 osób wysiedlonych z Sindżaru. Szef misji IOM Giorgi Gigauri stwierdził, że powolne tempo powrotów wynika z „obaw o bezpieczeństwo i ochronę, potrzeby odbudowy, poprawy usług publicznych, możliwości gospodarczych, zniszczenia budynków mieszkalnych, odpowiedzialności, zadośćuczynienia i odszkodowania oraz pojednania społeczności”.
Pomimo niedawnego wzrostu liczby powrotów spowodowanego nakazem zamknięcia obozów i wypłatami odszkodowań, wielu mieszkańców obozów w rejonie Dohuk pozostało we wtorek. Odroczenie daje więcej czasu na zajęcie się licznymi wyzwaniami stojącymi przed tymi, którzy chcą wrócić do swoich domów w Sindżarze.