Azerbejdżan rozpoczął operację w spornym regionie Górskiego Karabachu, określając ją jako kampanię „antyterrorystyczną”. Posunięcie to wzbudziło obawy i zwróciło międzynarodową uwagę na długotrwały konflikt w regionie.
Region Górskiego Karabachu od dziesięcioleci jest źródłem napięć między Azerbejdżanem a Armenią, a oba kraje roszczą sobie do niego pretensje. Poprzednie konflikty skutkowały przemocą i ofiarami. Ostatnia operacja Azerbejdżanu jeszcze bardziej zaogniła sytuację.
Władze Azerbejdżanu zapewniają, że ich operacja ma na celu zwalczanie terroryzmu i przywrócenie stabilności w regionie. Wywołało to jednak debatę i sceptycyzm wśród międzynarodowych obserwatorów, którzy uważnie monitorują rozwój wydarzeń.
„W ramach działań, pozycje na linii frontu i dogłębne, długoterminowe punkty ostrzału formacji sił zbrojnych Armenii, a także środki bojowe i obiekty wojskowe są obezwładniane przy użyciu broni precyzyjnej” – oświadczyło w oświadczeniu azerbejdżańskie ministerstwo obrony.
Materiał wideo ze Stepanakert sugeruje, że aktywowano alarmy bombowe, którym towarzyszyły słyszalne odgłosy ostrzału artyleryjskiego. Dodatkowe filmy z regionu wydają się przedstawiać Azerbejdżan używający dronów do celowania w armeńskie pozycje obrony przeciwlotniczej. Na obrzeżach miasta Askeran doszło również do ostrzału artyleryjskiego, prawdopodobnie z systemu wielokrotnych wyrzutni rakietowych Grad.
Lokalni mieszkańcy wyrażają głębokie obawy, że wznowienie działań wojennych przez Azerbejdżan może doprowadzić do nowej kampanii przemocy. „Nie mamy wystarczającej siły militarnej, by powstrzymać ich ofensywę” – stwierdził Beglaryan. „Amerykańska interwencja wojskowa powinna mieć miejsce, aby zapobiec ludobójstwu. W przeciwnym razie setki tysięcy ludzi może stracić życie”.