Rok temu doradca Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan wstrząsnął krajobrazem polityki zagranicznej, odważnie ogłaszając nowy „konsensus waszyngtoński”. To odejście od dekad ekonomicznej ortodoksji i niekontrolowanej globalizacji sygnalizowało zmianę paradygmatu w podejściu do stosunków międzynarodowych.
Poprzedni „konsensus waszyngtoński” uosabiał zestaw neoliberalnych polityk popieranych przez instytucje takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) i Bank Światowy. Mandaty do oszczędności, deregulacji i prywatyzacji utorowały drogę do ery globalizacji, wspierając wzajemne powiązania poprzez handel i handel, jednocześnie propagując narrację o wspólnym dobrobycie.
Jednak rozczarowanie globalizacją staje się coraz bardziej powszechne, szczególnie na Zachodzie. Przywódcy patrzą obecnie na globalizację ze sceptycyzmem, przypisując jej dziedzictwo wzbogacaniu nielicznych przy jednoczesnej erozji stabilności klasy średniej, przyspieszaniu upadku miejsc pracy w przemyśle wytwórczym i utrwalaniu stagnacji płac.
Sullivan podkreślił odejście administracji Bidena od leseferystycznego kapitalizmu, przyjęcie polityki przemysłowej i znacznych wydatków stymulacyjnych w ramach strategii konkurowania z Chinami.
Pomimo zmieniającego się krajobrazu, pewne globalne dysproporcje utrzymują się, a nawet mogą się pogłębiać. Podczas corocznych spotkań MFW i Banku Światowego dominowały prognozy globalnego wzrostu poniżej poziomów sprzed pandemii oraz obawy dotyczące napięć geopolitycznych.
Geopolityczne rozdźwięki, w szczególności między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, grożą fragmentacją globalnego systemu handlowego, potencjalnie prowadząc do nieefektywności w przepływie towarów i kapitału oraz znacznych strat w produkcji dla narodów.
Ta powolna trajektoria wzrostu stanowi poważne wyzwanie zarówno dla starzejących się społeczeństw zachodnich, jak i krajów rozwijających się. Środki stymulacyjne wdrażane przez główne gospodarki, takie jak Stany Zjednoczone i Unia Europejska, mogą nieumyślnie utrudniać inwestycje i możliwości w innych krajach, pogłębiając dysproporcje w krajach rozwijających się.
Instytucje takie jak MFW i Bank Światowy muszą stawić czoła kontroli ze względu na ich rolę w utrwalaniu nierówności, a wymuszone środki oszczędnościowe mają wpływ na zwykłych obywateli w krajach otrzymujących pomoc. Krytycy twierdzą, że instytucje te przestały być użyteczne, pogłębiając kryzysy gospodarcze w krajach takich jak Zambia.
Podczas gdy zachodnie rządy zmagają się z własnymi wyzwaniami gospodarczymi, biedniejsze kraje borykają się z zadłużeniem zewnętrznym, które ogranicza ich zdolność do rozwiązywania pilnych kwestii, takich jak zmiany klimatu. MFW i Bank Światowy są wzywane do dostosowania się do potrzeb XXI wieku, z wezwaniami do większej odpowiedzialności i dostosowania do celów rozwojowych.
Wysiłki zmierzające do zniwelowania nierówności wewnątrz i pomiędzy krajami zyskują na popularności, wraz z propozycjami ograniczenia unikania opodatkowania i promowania przejrzystości finansowej. Sceptycyzm pozostaje jednak na Globalnym Południu, gdzie spuścizna „konsensusu waszyngtońskiego” nadal podsyca nierówności, zamiast je zmniejszać.
W miarę ewolucji globalnej dynamiki rośnie potrzeba bardziej inkluzywnego i sprawiedliwego podejścia do zarządzania gospodarczego, które zaspokaja potrzeby wszystkich narodów, zwłaszcza tych najbardziej narażonych na skutki globalizacji.