Dochodzenie przeprowadzone przez Al Jazeera ujawniło, że niektóre z największych indyjskich wydatków na reklamy wyborcze w mediach społecznościowych to strony na Facebooku kupowane i sprzedawane z naruszeniem zasad Meta. W 2019 r. konsultant polityczny Tushar Giri spotkał weterana partii Bharatiya Janata Party (BJP) premiera Narendry Modiego, który przegrał wybory do legislatury stanowej. Aby ożywić jego karierę polityczną, zespół lidera poprosił Giriego o pozyskanie „stron-cieni na Facebooku”, aby wpłynąć na opinię publiczną.
Giri dostarczył stronę na Facebooku stworzoną przez jego firmę, która wcześniej promowała większościowy program hinduski BJP, gromadząc prawie 800 000 obserwujących. Strona ta została później sprzedana politycznemu dezerterowi, który dołączył do BJP, stając się kluczową platformą dla jego kampanii.
Siedmioetapowe wybory w Indiach zakończą się 1 czerwca, a śledztwo przeprowadzone przez Al Jazeera, wsparte badaniami przeprowadzonymi przez organizacje non-profit zajmujące się prawami człowieka, ujawnia kwitnący czarny rynek stron na Facebooku wykorzystywanych do wpływania na wyborców przy jednoczesnym omijaniu kontroli reklam politycznych Meta. Meta zabrania sprzedaży lub wymiany kont i korzystania z fałszywych tożsamości, ale zasady te są często łamane.
Indie, największy rynek Facebooka z ponad 314 milionami użytkowników, postrzegają te strony zastępcze jako niezbędne w kampaniach politycznych, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. Sama firma Giriego zarządza około 40 takimi stronami gotowymi do sprzedaży. Tech Transparency Project, amerykańska organizacja strażnicza, potwierdza obecność tego czarnego rynku w Indiach. Prawie połowa z 20 największych wydawców reklam politycznych na Facebooku w ciągu ostatnich 90 dni to strony zastępcze prowadzone przez anonimowe organizacje, zgodnie z przeglądem biblioteki reklam Meta przeprowadzonym przez Al Jazeera.
Te strony zastępcze pomagają kampaniom obejść proces weryfikacji Meta, który wymaga dokumentów tożsamości wydanych przez rząd i lokalnej weryfikacji reklam politycznych. Kupując wstępnie zweryfikowane strony, kampanie unikają tych kontroli. Prateek Waghre z Internet Freedom Foundation zauważa, że chociaż moderacja treści pozostaje osobną kwestią, firmy technologiczne czerpią zyski z tych reklam.
Nawet kampania reelekcyjna Modiego z Waranasi, która głosuje w ostatniej fazie, wykorzystuje strony zastępcze do subtelnego wprowadzania treści pro-Modi. Shubham Mishra, strateg BJP ds. mediów społecznościowych, przyznaje, że strony te zapobiegają zmęczeniu wyborców ciągłymi komunikatami politycznymi. Zespół Modiego polegał na istniejących od dawna stronach osób trzecich prowadzonych przez lojalne prywatne agencje.
Hamraj Singh, konsultant polityczny, podkreśla, że strony zastępcze pomagają również ominąć ograniczenia finansowania kampanii, umożliwiając kandydatom odrzucenie kontrowersyjnych postów i obniżenie kosztów promocji.
Czarny rynek obejmuje różne partie, a partie opozycyjne, takie jak Kongres, również korzystają z takich stron, chociaż dominują strony powiązane z BJP. Niedawne badania wykazały istnienie skoordynowanych skrajnie prawicowych sieci wykorzystujących ten rynek do rozpowszechniania dzielących narracji i dezinformacji.
W 2019 r. Facebook zamknął wiele stron za „skoordynowane nieautentyczne zachowanie” powiązane z partiami politycznymi, ale kwestia ta tylko się nasiliła. Przed wyborami w 2024 r. badacze znaleźli skrajnie prawicowe sieci promujące treści sprzyjające BJP, przy znacznym zaangażowaniu.
Testując proces przeglądu reklam Meta, grupy społeczeństwa obywatelskiego stworzyły zmanipulowane przez sztuczną inteligencję reklamy z dezinformacją i mową nienawiści. Pomimo zasad Meta, 14 z 22 takich reklam zostało zatwierdzonych. Podobnie, dochodzenie przeprowadzone przez Global Witness i Access Now wykazało, że YouTube zatwierdził 48 reklam dezinformacyjnych, chociaż zostały one wycofane przed publikacją.
Meta i Google, które jest właścicielem YouTube, broniły swoich procesów, twierdząc, że istnieje wiele poziomów weryfikacji i że problematyczne reklamy zostały usunięte przed ostateczną kontrolą. Jednak poprzednie testy wykazały bardziej rygorystyczne egzekwowanie przepisów w innych kontekstach, takich jak wybory śródokresowe w USA.
Krytycy twierdzą, że firmy technologiczne przedkładają przychody nad uczciwość wyborów, nie wywiązując się ze swoich zobowiązań do zapobiegania zakłócaniu procesów demokratycznych przez narzędzia AI. Shruti Narayan z Access Now sugeruje, że problemem nie jest ignorancja, ale brak priorytetów ze strony tych platform.