Co pięć lat pojawiają się żarliwi zwolennicy Parlamentu Europejskiego, wzywając obywateli do wyboru przedstawicieli, których nazwiska są nieznane większości, dla instytucji, której cel niewielu może wyrazić.
„Głosujcie w wyborach europejskich!”ogłosił sztandar przez proeuropejskich aktywistów w Berlinie w zeszłym tygodniu. „Skrajna prawica rośnie. Demokracja jest zagrożona!”
Ale czy to naprawdę?
W rzeczywistości, pomimo pozorów prawdziwego parlamentu—z podwójnymi izbami w Strasburgu i Brukseli, licznymi komisjami, rozległym personelem i złożoną biurokracją—Parlament Europejski nie ma podstawowych uprawnień do stanowienia prawa. Przywilej proponowania przepisów spoczywa wyłącznie na Komisji Europejskiej.
Obrońcy mogą wskazać, że Parlament może zmieniać i zmieniać przepisy w drodze negocjacji z Radą i Komisją. Jednak ten proces „rozmów trójstronnych” jest kiepskim substytutem prawdziwej władzy ustawodawczej.
Ostatecznie Parlament podlega Komisji, która z kolei jest zdominowana przez Radę reprezentującą państwa członkowskie. Debaty w Parlamencie Europejskim mogą być energiczne, ale jego posłowie zazwyczaj zgadzają się z Krajowym konsensusem w głównych kwestiach.
Na przykład europejski zielony ład, mający na celu reformę klimatu, ilustruje tę dynamikę. Początkowo Parlament poparł wycofanie silników spalinowych do 2035 roku. Jednak centroprawicowa niemiecka CDU, która prawdopodobnie odzyska władzę, prowadzi teraz kampanię przeciwko temu wycofywaniu się, podkreślając tożsamość Niemiec jako krainy samochodów. Ta zmiana stanowiska zagraża całej polityce, pokazując, że interesy narodowe często przeważają nad decyzjami parlamentarnymi UE.
Takie scenariusze wyjaśniają, dlaczego wielu wyborców, nawet jeśli nie ma pewności co do funkcjonowania parlamentu, czuje się uzasadnionych, ignorując go. Wydaje się, że podstawową funkcją Parlamentu jest tworzenie iluzji demokratycznego działania.
W praktyce Parlament, kontrolowany przez te same partie, które dominują w rządach krajowych, działa głównie jako pieczątka. Pomimo swojej teatralności praktyczny cel instytucji pozostaje nieuchwytny.
Nawet Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wydaje się lekceważyć Parlament. Prowadząc kampanię na drugą kadencję, koncentruje się na kontaktach z przywódcami krajowymi, a nie na angażowaniu wyborców. Jej niedawne porozumienie w sprawie ograniczenia Zielonego ładu, kamienia węgielnego jej pierwszej kadencji, bez debaty publicznej, podkreśla brak realnej władzy Parlamentu.
Dla instytucji, która niewiele robi dla demokracji, Parlament jest kosztowny. Eurodeputowani zarabiają około 120 000 euro rocznie, znacznie więcej niż przeciętny obywatel UE. Ponadto utrzymanie sesji w Strasburgu kosztuje ponad 100 milionów euro rocznie, z korzyścią dla lokalnych firm i niemieckiej Linii Lotniczej Lufthansa, która obsługuje drogie usługi wahadłowe dla posłów do PE.
Kolejną stałą w wyborach do UE jest narracja, że Europejczycy nie zwracają uwagi na Parlament, ponieważ media krajowe rzadko obejmują Brukselę. Chociaż jest to częściowo prawda, prawdziwą kwestią jest to, że wyborcy uznają nieistotność Parlamentu. Zgromadzenia Narodowe posiadają prawdziwą władzę, co jest oczywiste dla wszystkich.
Dopóki UE nie udzieli Parlamentowi prawdziwej władzy ustawodawczej i nie zreformuje procesu wyborczego za pomocą ponadnarodowych list kandydatów, pozostanie on instytucją peryferyjną i nieco komiczną.