Gdy opadł kurz po niedawnych zamieszkach w Wielkiej Brytanii, podejście premiera Sir Keira Starmera do kryzysu jest poddawane intensywnej kontroli, a krytycy twierdzą, że skupienie się jego rządu na silnej policji i szybkim ściganiu przestępstw odsunęło na bok prawdziwe obawy, które podsycały niepokoje.
Zamieszki, które wybuchły w różnych miastach i miasteczkach, pozostawiły po sobie ślady zniszczeń i uwypukliły głęboko zakorzenione problemy w tych społecznościach. Podczas gdy natychmiastową reakcją rządu było rozprawienie się z uczestnikami zamieszek za pomocą szybkiego wymierzenia sprawiedliwości, narasta krytyka, że takie podejście ignoruje podstawowe przyczyny przemocy.
Jeden z doradców Downing Street zauważył, że sytuacja mogła być znacznie gorsza, powołując się na próbę podpalenia hotelu z ludźmi w środku. Ta niebezpieczna eskalacja została wykorzystana do uzasadnienia twardej reakcji rządu. Jednak skupienie się na prawie i porządku odbyło się kosztem zajęcia się podstawowymi kwestiami społecznymi i gospodarczymi, które zdaniem wielu są prawdziwymi przyczynami niepokojów.
Starmer, który był naczelnym prokuratorem Anglii i Walii podczas zamieszek w 2011 roku, podkreślił znaczenie szybkich działań prawnych w tłumieniu przemocy. Tym razem jednak rząd nie podjął dyskusji na temat przyczyn zamieszek. Źródła z Downing Street przyznały, że istnieje celowa strategia unikania zajmowania się tymi kwestiami, z obawy, że uznanie ich może być postrzegane jako legitymizacja przemocy.
Ta niechęć do zajmowania się podstawowymi przyczynami wywołała krytykę ze strony własnej partii Starmera i nie tylko. Wielu twierdzi, że ubóstwo, nierówności regionalne i wyobcowanie społeczne leżą u podstaw niepokojów, a brak zajęcia się tymi kwestiami doprowadzi jedynie do dalszego niezadowolenia. Raporty wskazują, że wiele dotkniętych obszarów ma wysoki poziom ubóstwa i zamieszkuje je znaczna liczba osób ubiegających się o azyl, tworząc niestabilną mieszankę trudności ekonomicznych i napięć społecznych.
Podejście rządu zostało również skrytykowane za lekceważący stosunek do szerszych implikacji zamieszek. Kanclerz Rachel Reeves, podczas wizyty w USA, zbagatelizowała wpływ zamieszek na międzynarodową reputację Wielkiej Brytanii, odrzucając sceny przemocy jako zwykłą „bandyterkę”. Reakcja ta została uznana za pozbawioną tonu przez wiele osób, szczególnie tych, którzy postrzegają zamieszki jako symptom głębszych problemów społecznych.
W następstwie zamieszek pojawiły się apele o bardziej kompleksową reakcję, która wykraczałaby poza środki karne. Niektórzy naciskają na ponowne skupienie się na zaangażowaniu lokalnych społeczności, podobnie jak w przypadku podejścia stosowanego w przeszłości przez posłów Partii Pracy w celu zwalczania wzrostu skrajnie prawicowego ekstremizmu. Jednakże, ponieważ rząd znajduje się pod presją utrzymania dyscypliny fiskalnej, istnieje sceptycyzm co do tego, czy zostaną przydzielone wystarczające środki, aby sprostać tym długoterminowym wyzwaniom.
W miarę jak Starmer radzi sobie z politycznymi konsekwencjami zamieszek, staje przed krytycznym testem. Reakcja rządu na bezpośrednią przemoc mogła być skuteczna w przywracaniu porządku, ale prawdziwym wyzwaniem jest zajęcie się czynnikami, które doprowadziły do zamieszek. Bez podjęcia poważnych wysiłków w celu rozwiązania tych kwestii, istnieje ryzyko, że podstawowe napięcia będą nadal rosły, potencjalnie prowadząc do dalszych wybuchów przemocy w przyszłości.
Przywództwo Starmera zostanie ostatecznie ocenione nie tylko na podstawie tego, jak poradził sobie z zamieszkami, ale także na podstawie tego, czy uda mu się stworzyć trwałe zmiany w społecznościach, które najbardziej ucierpiały. Stawka jest wysoka, a na premierze ciąży presja, by zapewnić coś więcej niż tylko tymczasowe rozwiązanie.