Europa nadal zmaga się ze znacznym kryzysem migracyjnym, ponieważ liczba osób próbujących dotrzeć do jej brzegów pozostaje wysoka pomimo wysiłków zmierzających do powstrzymania fali. Tylko w zeszły weekend ponad 700 migrantów przekroczyło kanał La Manche z Francji do Anglii, co zwiększyło łączną liczbę osób przybywających do Wielkiej Brytanii w tym roku do 18 342 — o 13% więcej niż w 2023 r. Tymczasem ponad 500 migrantów przybyło na włoską wyspę Lampedusa, co uwydatnia ciągłe wyzwania, z jakimi mierzą się narody europejskie.
Różnorodność osób przybywających na Lampedusę podkreśla złożoność sytuacji. Migranci z tak różnych krajów, jak Egipt, Bangladesz, Pakistan, Ghana, Gambia, Malezja, Nigeria, Liberia i Syria odbywają niebezpieczne podróże przez Morze Śródziemne. Wielu wyrusza z Libii lub Tunezji, przy czym ta druga jest bardziej przystępną cenowo, ale nadal niebezpieczną trasą. Koszt przeprawy waha się od 500 do 7000 funtów, w zależności od punktu wyjścia i zaangażowanych przemytników.
Ta fala migracji odzwierciedla szersze trendy globalne. Według amerykańskiego naukowca Stephena Smitha, często migrują młodzi przedstawiciele afrykańskiej klasy średniej — nie najbiedniejsi — motywowani pragnieniem większego rozwoju osobistego i frustracją związaną z „rządami starszych” w ich ojczystych krajach. Analiza Smitha sugeruje, że migracja z Afryki prawdopodobnie znacznie wzrośnie w nadchodzących dekadach.
Ale nie tylko Afrykanie szukają nowego życia w Europie. Coraz większa liczba migrantów z Azji Południowej, szczególnie z Bangladeszu, odbywa podróż. Do Włoch w tym roku przybyło już prawie 40 000 osób, a największą grupę stanowią Bangladeszczycy. Ostatnie wstrząsy polityczne w Bangladeszu, w tym powszechne protesty i odsunięcie od władzy premier Sheikh Hasiny, zaostrzyły sytuację, zmuszając wielu do ucieczki z kraju.
Unia Europejska stara się powstrzymać ten exodus, podpisując umowy z kilkoma krajami, w tym Egiptem, Tunezją, Libią, Mauretanią i Libanem, mając nadzieję, że te kraje pomogą ograniczyć napływ migrantów. Chociaż liczba przybywających nieznacznie spadła w porównaniu z ubiegłym rokiem, dziesiątki tysięcy nadal docierają do Europy, często płacąc duże sumy dobrze zorganizowanym gangom przestępczym, które kontrolują szlaki przemytu.
Te sieci przestępcze okazały się odporne i pomimo wysiłków zmierzających do ich rozbicia, nadal się rozwijają. Według Global Initiative against Transnational Organized Crime, pojedynczy gang przemycający ludzi może zarobić do 1 miliona dolarów (780 000 funtów) miesięcznie, co czyni go wysoce dochodowym przedsięwzięciem. W przeciwieństwie do handlu narkotykami, ryzyko związane z przemytem ludzi ponoszą sami migranci, którzy w trakcie podróży stają w obliczu ogromnych niebezpieczeństw.
Przywódcy europejscy, w tym brytyjski premier Keir Starmer i włoska premier Giorgia Meloni, uznali potrzebę zajęcia się sieciami przestępczymi stojącymi za operacjami przemytu. Jednak rozbicie tych gangów jest trudnym zadaniem, ponieważ szybko pojawiają się nowe grupy, które wypełniają pustkę pozostawioną przez te rozbite.
Pomimo ryzyka i wyzwań wielu migrantów pozostaje niezrażonych. Dla nich Europa oznacza nadzieję i szansę, a oni są gotowi stawić czoła znacznym niebezpieczeństwom, aby dotrzeć do jej brzegów. Porozumienia UE i wysiłki na rzecz zwalczania przemytu mogą spowolnić przepływ, ale mało prawdopodobne jest, aby całkowicie go zatrzymać. Kryzys migracyjny jest złożonym problemem, który będzie wymagał ciągłych i wielopłaszczyznowych wysiłków, aby skutecznie go rozwiązać.